<title_newspaper="Życie Warszawy">
<title_article="Wieczór ‘Wianków’ i upalną niedzielę Cała Warszawa spędziła nad Wisłą">
<author_1="WP">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="6">
<date="1951-06-26">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Jest sobota, godz. 13. Porywisty wiatr, który zerwał się przed chwilą i przynosi nieco — jakże pożądanego po całodziennej spiekocie — chłodu.  Spokojna tafla portu czerniakowskiego marszczy się i faluje. Powoli schodzą się załogi smukłych „ósemek” i „czwórek”, pękatych szalup i zwinnych kajaków. Zgrzytają kółka wciąganych na maszt żagli. Ruszamy w stronę Miedzeszyna, gdzie wyznaczono punkt startowy dla uczestników defilady.
Godz. 20 — start! Płyniemy zwartym szykiem poprzedzani wielką motorówką Ligi Morskiej, w stronę mostu Poniatowskiego witani wesołym gwarem oklasków i okrzyków stojącej wzdłuż brzegu publiczności.
Na brzegach płoną dziesiątki ognisk „wiankowych”. Z uwieszonych na drzewach głośników dochodzą słowa przemówienia Prezesa Zarządu Głównego Ligi Morskiej — gen. M. Wągrowskiego:
„…Cały naród bierze udział w tworzeniu nowego życia na Wybrzeżu. Wraz z całym narodem, nasze załogi statków, nasi portowcy i stoczniowcy, nasi rybacy podpisali z zapałem Narodową Pożyczkę Rozwoju Sił Polski…”
Sterujemy teraz ku przystani „Ogniska”, gdzie mieści się sztab dzisiejszej imprezy, i odbędzie się kulminacyjny punkt programu tegorocznych „Dni Morza”.
50.000 osób na „Wiankach”
Na wielkim parkiecie — tłok największy. — Setki par wiruje tu zapamiętale, nie bacząc na istne tumany kurzu wzbijające się z dawno widać niepolewanej podłogi. Zabawa wre „na całego”.
Ogółem na brzegach Wisły zebrało się ponad pięćdziesiąt tysięcy osób. A przecież na Bielanach, na wielkim Festynie było przynajmniej drugie tyle…
W niedzielę już od 8 rano płynęły ulicami w stronę Wisły rzeki ludzi. Na moście Poniatowskiego tłok, środkiem dudnią oblepione tramwaje. W dali na wodzie, ruchliwe rojowisko ciemnych punkcików, to głowy pływaków. Brzuchate płótna żagli łapią chciwie anemiczne podmuchy wiatru. Cała Warszawa wyległa nad Wisłę. Kamiennymi schodkami przy Wale Miedzeszyńskim spływa bez przerwy ludzki potok, by ustawiać się w długie kolejki do kas.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>